Spacerując po dworze, podczas gdy termometr pokazywał pięć stopni na minusie naszła mnie pewna refleksja - macierzyństwo zdecydowanie wychodzi mi na zdrowie! W zasadzie bez zastanowienia znalazłam aż pięć powodów dlaczego tak jest, oto i one:
1. Codzienne spacery
Pojawienie się nowego członka rodziny moblizuje do zapewnienia mu codziennie świeżego powietrza. Nie zważając na pogodę czy samopoczucie, codziennie wychodzimy z Antoniną na spacer (nawet ulewa nam nie straszna, bo na szczęście mamy się gdzie schować). Taa, już sobie wyobrażam codzienne dotlenianie organizmu gdyby nie Tośka, chyba jedynie dotlenianie poprzez zaciąganie - i tu płynnie porzechodzimy do kolejnego punktu...
2. Używki
Papieroski i alkohol, cóż i jedno, i drugie jest nieobecne w moim życiu już od niemal roku. Jak mi z tym? Świetnie! Myślę, że mojemu organizmowi jeszcze lepiej. Punkt kolejny stricte związany z drugim, a więc...
3. Sen
Pomimo, że zapewne nigdy już nie będzie taki twardy jak przed ciążą, pomimo, że przerwany nawet kilkoma pobudkami, nigdy nie był tak spokojny i regularny jak teraz. Nie ma już zarywania trzech nocy z rzędu, spania do piętnastej, albo kładzenia się spać o siódmej rano. Śpimy mniej więcej po sześć, osiem godzin, pozwalając sobie na małe szaleństwo i kładąc się czasem o drugiej. Wtedy śpiomy krócej.
4. Codzienna dawka ruchu
Skakanie, kicanie, lulanie, zabawianie, bieganie, usypianie, uspokajanie, hysianie i można by wymieniać bez końca. Niedługo dojdą sprinty do kontaktów, obrusów, kominka, kuchenki, szuflad, kanapy... Także z wiekiem Antoniny ruchu w moim życiu będzie coraz więcej i więcej. I nie ma przebacz, że dzisiaj zakwasy, że mi się nie chce - dziecku zawsze będzie się chciało zapewnić Matce codzienną porcję ruchu.
5. Zdrowe odżywianie
Dopiero od narodzin. Do tej pory nie wiem, co mnie opętało, że w ciąży nie jadłam tylko żarłam. Wszystko i bez opamiętania. Cóż, czasu nie cofnę, za to teraz nadrabiam. Zanim jogurt, szynka, ser (który po lekturze składu okazuje się wcale serem nie być) trafi do mojego koszyka analizuję, co on w sobie zawiera. I tak powoli, przez trzy miesiące od porodu, wyrobiłam w sobie całkiem niezłe nawyki żywieniowe. Jem smacznie, ale zdrowo, czasem pozwalając sobie na mały grzech w postaci frytek, steka, szklaneczki coli czy kawałka gorzkiej czekolady. Co jak co, ale zdrowego odżywiania to bym się po sobie nigdy nie spodziewała!
